Anathema sit!


Kościół jest dla wszystkich. Każdy jest zaproszony do świętości. Ale niektórzy po prostu nie potrafia sprostać zadaniom, które stawia przed nimi Jezus. Co wtedy? Najpierw upomnienie, potem wykluczenie. Aktualny Kodeks Prawa Kanonicznego podaje kilkanaście grzechów, za które grozi ekskomunika.

Jakie są konsekwencje ekskomuniki - zakaz udziału w sakrametach, w życiu Kościoła. Ale do czasu. Ekskomunika może zostać z człowieka zdjęta. Pod jednym warunkiem - musi się nawrócić.

Czy wykluczenie jest językiem Kościoła? Anathema sit  - niech będzie wyłączony. Ekskomunika. Klątwa. To wszystko terminy, które znajdziemy w kościelnym słowniku. I to nie w słowniku potrydenckim, ale w starożytnym. Czy my dzisiaj mamy prawo je usuwać, zmieniać - i to w imię "kościelnej poprawności"?  Żeby nikt nie poczuł się urażony, nie poczuł się źle...

Człowiek, który grzeszy ma się poczuć źle! Jego pycha ma być urażona! Z miłością, ale jednak. Kościół to nie miejsce, w którym ma być zawsze miło i przyjemnie. Ma za to być w Nim bezpiecznie.

W 1 Kor 16,22 znajdujemy słowa - "Kto nie kocha Pana, niech będzie wyklęty". Podobnie w Ga 1,8n - termin przeklęty pojawia się aż dwa razy.

Pan Jezus też mówi o tym, w ramach wykluczenia "niech ci będzie jak poganin lub celnik" (Mt  18, 15-17). Kto się nie chce nawracać, liczy się z tym, że stawia się sam poza wspólnotą.

Nie wiem, skąd jeden z kardynałów wyciągnął wniosek, że język wykluczenia nie jest językiem Kościoła. Jest. Kościół wyklucza! Ale tych, którzy nie chcą wejść na drogę nawrócenia. 

Co więcej - człowiek, który nie chce zejść ze złej drogi sam siebie skazuje na pobyt poza wspólnotą Kościoła. 

Dlaczego, w ramach dyskusji synodalnych, nie rozważyć najpierw właśnie słów z Ewangelii wg św. Mateusza? Przecież on bardzo wyraźnie pokazuje, jak należy postąpać z człowiekiem, który grzeszy. I to w każdj jednej kwestii.

Nie wiem, czy zamykanie oczu na ten tekst w duchu źle pojmowanego Miłosierdzia, oprócz zamętu, komukolwiek pomoże.

Wiem jedno - wśród moich znajomych księży, sióstr zakonnych, świeckich, młodszych i starszych, aktualny synod robi wielkie zamieszanie. I co ciekawe - ci, którzy prawdziwie w życiu kierują się zasadami Ewangelii, modlą się, żyją sakramentami - odczuwają lęk i niepewność. Ci zaś, którzy już od dawna są obserwatorami kościelnej rzeczywistości z pozycji znacznie oddalonych - cieszą się.

Ciekawe jest też to, jak wiele do powiedzenia na temat spraw związanych z rodziną w Kościele mają do powiedzenia byli księża czy zwolennicy tzw. "Kościoła otwartego" (którzy często z Kościołem jako takim programowo walczą). Tylko czy w ten sposób rozumiany "Kościół otwarty" można jeszcze nazwać katolickim?