Pouczanie nauczycieli



Dawno mnie tutaj nie było. Nadmiar zajęć w realu powoduje, że czasu na napisanie czegoś w rzeczywistości wirtualnej brakuje. Może i dobrze.

Od miesięcy, a nawet lat trwa dyskusja w mediach na temat in vitro. Moim skromnym zdaniem dyskutować nie ma o czym - Kościół dawno wypowiedział się na ten temat. Jedno, co jako Katolik mogę (i powinienem robić), to wyjaśniać. Jeden, określony punkt widzenia. I jak głęboko wierzę - Boży. To, że dziennikarze o stanowisko Kościoła pytają? Normalne. Że wielu się z tym nie zgadza -  nic strasznego.

Przeraża mnie jednak coś zupełnie innego - mam wrażenie, że bycie specjalista od tej metody stało się domeną znacznej części dziennikarzy. Wczoraj nie oglądałem "Tak czy nie" w Polsacie, ale dzisiaj rano nadrobiłem -  na You Tube. I uważam, że straciłem 30 minut. Dlaczego? Bo spotkało się trzy osoby, które tak naprawdę nie są specjalistami od in vitro - ani pod względem medycznym, ani teologicznym. To nie wina wyrwanych do odpowiedzi gości, ale prowadzącego, który nie potrafił nawet zadać konkretnych pytań, prócz tych oklepanych. Po kilku latach zorientowano się, że nauczanie Kościoła Katolickiego i Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego na temat ochrony życia są różne i że można na tym zwiększyć oglądalność (muszę przyznać, że mimo wszystko na mnie osobiście wrażenie zrobiło świadectwo, opanowanie i wiedza naszego Rzecznika).

Kolejny mędrzec - były naczelny "Trybuny", działacz PZPR, piszący dla Wirtualnej Polski. Poucza, jak biskupi powinni uczyć o in vitro. Już była partia Autora próbowała wywierać wpływ na nauczanie Kościoła, ale jak widać wszystko się po 1989 rypło. Nie dziwi mnie to, że człowiek nie należący do Kościoła próbuje moderować jego nauczanie (chociaż nie jest to ani mądre, ani stosowne, ani nawet umiejętne). Dziwi mnie to, że ktoś za takie teksty chce płacić (chyba, że Autor jest wolontariuszem, choć wówczas taki tekst należałoby raczej wysłać na Demotywatory.pl). Oczywiście jest jeszcze jeden aspekt - w życiu pewnie bym nie zadał sobie poszukania w necie kim jest Autor.

Generalnie, mam wrażenie, że w mówieniu o nauczaniu Kościoła króluje zasada - im mniej się wie, tym więcej należy powiedzieć. Jeśli przy okazji można komuś (oczywiście najlepiej biskupowi) dołożyć, oskarżając o brak miłości, zrozumienia etc., to dodatkowe +100 punktów do popularności. I jeszcze jedno - trzeba w tekście zawrzeć wskazanie, że Kościół musi być bardziej do ludzi. Otóż nic bardziej mylnego - Kościół musi być bardziej do Boga, bo dopiero wtedy (co niektórym trudno pojąć) będzie bardziej do ludzi. Prawdziwa miłość bliźniego realizuje się najpierw przez posłuszeństwo względem Boga. W innym wypadku Kościół stanie się jedynie organizacją społeczną, jak to się dzieje w przypadku Wspólnoty Anglikańskiej - oby wszystkim było fajnie. Fajnie niestety nie będzie. Co najwyżej na końcu może być ciepło, i to bardzo ciepło. A nawet gorąco, przez wieczność. Za gorąco...