Głos (nie)wdzięczny z Rzymu wychodzi...


Znowu Tygodnik Powszechny :)

Jeden z biskupów, w czasie kazania, opowiedział suchara (tak też ten przykład nazwał):

Do lekarza psychiatry przyszła kobieta:

- Panie doktorze, gdy mój mąż wypije kawę, za każdym razem zjada filiżankę. Ale ucho zostawia.

Lekarz pomyślał chwilę i lekko zaintrygowany powiedział:

- Dziwne, przecież ucho jest najsmaczniejsze...

Biskup opowiedział ten dowcip podkreślając, jak ważne jest, aby po radę udawać się do właściwej osoby.

Dziwne jest to, że czasami próbuje się kreować autorytet jedynie przez pryzmat miejsca pracy. Np. wystarczy być zatrudnionym w rzymskiej kongregacji, żeby stać się autorytetem. I taki autorytet używany jest, aby osłabić inny. Kto ma rację - nie rozsądzam. Ale sam mechanizm jest bardzo niebezpieczny.

I równie beztrosko, obawiam się, może być używany w czasie obrad synodalnych. 

To, że ktoś pracuje w tej czy innej instytucji jeszcze nie oznacza, że ją reprezentuje. A jeśli zamiast, co byłoby logiczne, upomnieć kogoś kto błądzi, tak jak owa instytucja ma możliwości, wyraża to na łamach gazety. Więc albo zastrzeżenia nie są poważne i wiarygodne, albo, cytując klasyka, "wiedz, że coś się dzieje".

Wiarygodność gazety warto oceniać przez pryzmat ekspertów, których zaprasza.

A o wspomnianym nowym autorytecie polecam przeczytać np. tutaj: http://www.idziemy.com.pl/polityka/hiszpania-arcybiskup-walencji-oburzony-wypowiedzia-polskiego-teologa/