Walenie Franciszkiem po księżach


Wciąż trwają podsumowania Światowych Dni Młodzieży, a w zwiazku z tym, co oczywiste, pielgrzymki Papieża Franciszka do Polski.

Jednym z tematów, który wciąż jest podnoczony przez media to relacja księża - Franciszek. Wielu czekało na moment, gdy Ojciec Święty przyłoży duchowieństwu. Niestety - nie przyłożył. Ale ponieważ nadzieja umiera ostatnia, spróbowano z drugiej strony - jak księża zachowają się wobec Franciszka. Wiedzą przecież wszystkie postępowe dzienniki, telewizje i portale, że kapłani Polscy Papieża nie lubią. Niestety, tutaj również okazji do opisania brak. Nie było widac proboszczów pikietujących przed oknem na Franciszkańskiej. Wikariusze i rezydenci także nie obrzucili Papieża pomidorami. A nawet biskupi, o zgrozo, podawali Mu rękę.

Ale dobrego dziennikarza można rozpoznać po tym, że nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji sobie poradzi. A że od dawna szczególnym nabożeństwem darzę Tygodnik Powszechny, więc i tym razem się nie zawiodłem. Otóż p. Artur Sporniak w swoim błyskotliwym artykule odkrył, że na całe szczęście teoria medialna nie legła w gruzach. Możemy przeczytać, że w czasie Mszy Św. dla księży, sóstr akonnych i kleryków3500 tysiąca krzeseł przeznaczonych dla duchowieństwa było puste. Wniosek - bardzo prosty:  "spotkanie z Franciszkiem dla wielu polskich księży nie było atrakcyjne".  P.T. Redaktora nie przekonały argumenty, że na spotkanie po prostu trudno było się dostać (z mojej diecezji udało się to tylko kilku osobom), między innym przez tragiczną obsługę ze strony BOR (niestety na temat funkcjonowania tej służby w czasie ŚDM mam bardzo złe zdanie). Dodatkowo, Msza Św. zaczęła się dużo wcześniej. Ewidentnie Redaktor był na tym spotkaniu, ale okularów ze sobą nie wziął ("na okolicznych ulicach nie widać było tłumu wałęsającego duchowieństwa"). A ja wiem, że jednak był. Odebrałem kilka telefonów od zrezygnowanych księży i kleryków, którzy nawet nie zdołali dopchać się do bramek... Prawda okazała się jednak mało istotna. Cel osiągnięty. Notatka prasowa powstała. A i wniosek bardzo pasujacy do z góry założonej teorii. Udało się jasno wykazać, że go nie lubią.

Dzisiaj pojawiło się sprostowanie - ton raczej mnie nie przekonuje. Moim zdaniem kiepsko to świadczy o krakowskim dziennikarzu podobno katolickiej gazety. Przecież informacja o problemach z wejściem rozchodziła się od samego rana. Śmiem podejrzewać, że po prostu intencje piszącego nie były czyste. 

Warto sobie przypomnieć, co Papież mówi o obmowie i krytykanctwie. Kto Franciszkiem wojuje, od Franciszka ginie.