Różaniec z Korei


Dzisiaj odwiedzili mnie goście z Seulu. Ks. Piotr i jego tłumaczka. Przeżyli w Krakowie swoje pierwsze Światowe Dni Młodzieży. Spotkaliśmy się wcześniej, w ramach przygotowań, kilka razy. Poruszyła mnie niezwykle ich wiara, ich troska o młodzież w swoim kraju. Rozmawialiśmy bardzo długo. Nie o kwestiach logistyczno-praktycznych, ale przede wszystkim duchowych. Gdyby nie ŚDM do takiego spotkania pewnie nigdy by nie doszło. Samo spotkanie - owocne i bardzo ciekawe. Ale nie o nim chcałbym napisać. 

Na zakończenie dostałem od moich gości bardzo prosty i na pozór zwyczajny gift - różaniec. Ale przyznam szczerze, zachwycił mnie. Mimo tego, że mam (pewnie jak wielu z nas) mnóstwo rózańców. Ten jednak został zrobiony specjalnie dla mnie. Wśród koralików wolontariuszka, która go robiła, umieściła cztery niezwykłe - z moim imieniem. Gdy wziąłem go do ręki i zacząłem na nim się modlić (koronką do Miłosierdzia Bożego) i doszedłem do koralików z imieniem - przeżyłem coś niezwykłego. Modlę się koronką wiele lat. Jednak wypowiadając słowa "Dla Jego bolesnej męki..." i przesuwając koraliki ze swoim własnym imieniem... Naprawdę mocne.

Denerwuje mnie, gdy ktoś mówi, że ŚDM to tylko event duszpasterski. Absolutnie nie. To wydarzenie, które w niespodziewany sposób potrafi dotknąć, przemienić. I naprawdę nie jest ważne co na ten temat mówią popularne media, jak komentują różni publicyści i dziennikarze. Ja dzięki ŚDM nieustannie doświadczam Bożego działania. I tego wszystkim czytającym życzę. Wystarczy tylko otworzyć oczy, serce i zachwycić się, tak po prostu, żywym Bogiem. Bogiem który jest, działa i dotyka. Chyba to chciał nam powiedzieć Franciszek - spotkaj Jezusa, zachwyć się nim. A potem zejdź z kanapy i dziel się. Ja właśnie teraz to robię. 

Dobrej nocy!